No, to dzisiaj podpytałam co moje koleżanki robią, żeby być "fit". Jedna tańczy, a druga biega. Codziennie! Nie dam rady biegać codziennie. Ale wiosna się zbliża i mam nadzieję, że jak tylko zrobi się bardziej słonecznie to przestanę mieć ze sobą problemy. Dzisiaj zrobiłam krok do przodu, bo po biegu (6,7 km- 400 spalonych kalorii) zjadłam makaron i trochę winogron. Acha, a wcześniej pochłonęłam jeszcze dwa pierniczki, więc wszystko jest na dobrej drodze :P Chociaż dalej uważam że mam gruby brzuch...
W szkole chłopak który mi się podoba nie zwraca na mnie uwagi, a ja nie wiem co z tym zrobić... chcę do niego zagadać, ale jakoś nie mogę się przełamać. Bo może uznać, że jestem żałosna. Trudno, na razie tak zostanie.
Wczoraj byłam na koniach- próbowałam skakać, ale nie wydaje mi się, że nie umiem, więc trudno mi było przekonać do tego instruktorkę i konia. Muszę zacząć wierzyć w siebię, bo życie w ciągłej niepewności to jakaś żałość!
Myślałam też ostatnio o tym, że muszę poznać nowych znajomych, bo obracanie się wśród ciągle tych samych to ciut nuda.
No a to co tutaj piszę to chyba jakaś wersja nauki wyrażania siebie- do tej pory raczej nie mówiłam o uczuciach i przemyśleniach, bo mnie to krępowało. Może jak zacznę pisać tutaj, to będę mogła się otworzyć przed znajomymi ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz